To był niesamowity rok.
2025 był rokiem, w którym stawiałem na słowa: „chcę”, a nie „muszę”.
Rok, który zaczął się od luzu i biegania
Rozpocząłem rok od wakacji i dużej ilości biegania.
Zamierzałem przebiec 5 półmaratonów i cel zrealizowałem — zaskakując samego siebie.
Chciałem też jak najbardziej rozwinąć i poukładać projekt Biznesowa Akademia Barmana.
Ten cel również został zrealizowany.
Nawiązałem współpracę z niesamowitymi barmanami i barmankami, którzy chcą rozwijać swoje firmy.
Poczułem, że to jest coś, co daje mi ogromną energię i że spełniam się w tym całkowicie.
Duma, sens i realne efekty
Czułem ogromną dumę z tego, że pomagam innym, dzieląc się swoim doświadczeniem.
Najbardziej cieszyłem się wtedy, gdy moi uczestnicy osiągali wyniki.
To było potwierdzenie, że program ma ogromną wartość i — co najważniejsze — daje efekty.
Oczywiście nic nie dzieje się samo.
Wyniki mieli ci, którzy włożyli w to ogrom pracy.
W firmie Oryginalny Bar zrealizowaliśmy rekordowe 200 imprez i pobiliśmy kolejne rekordy przychodowe.
Ale najważniejszym celem, który udało się osiągnąć, był… spokój.
To był sezon bez gonitwy i chaosu.
„Nic nie muszę” — pierwszy raz w życiu!
W połowie roku napisałem bardzo osobisty tekst. (PRZECZYTAJ TUTAJ)
Po raz pierwszy w życiu poczułem taki spokój, że nic nie muszę.
Pierwszy raz nic mi się nie chciało robić — i to było OK.
Poczułem życiowe spełnienie.
Flow, tworzenie i dobra energia
Zacząłem działać na pełnym luzie.
Tworzyłem w końcu treści w totalnie dobrym, naturalnym flow.
Tworzyłem dużo.
Nagrywałem materiały.
Codziennie zapisywałem mnóstwo pomysłów.
Czułem się w tym wszystkim dobrze.
Nie czułem oporu do działania.
W drugiej połowie roku realizowałem sporo eventów i pokazów barmańskich — na pełnej petardzie.
Robiłem projekty, które mnie ekscytowały.
Cały czas dużo biegałem.
Po raz pierwszy czułem, że mam energię.
Nie łapały mnie przeziębienia jak kiedyś.
W końcu opanowałem coś, co długo było dla mnie wyzwaniem:
energię do działania bez lęku i oporu.
Moment, który znam aż za dobrze
Aż w końcu przyszedł ten dzień.
Spokojny wieczór z żoną.
Bezalkoholowy drink z lodem.
Pamiętam — to była środa.
W czwartek pojechaliśmy na pokaz barmański z serwisem do Poznania — wszystko git, dobra energia.
W piątek warsztaty w Warszawie — również wszystko git.
Wróciłem zmęczony do Wrocławia i kładąc się spać poczułem, że delikatnie boli mnie gardło.
W sobotę wstałem z uczuciem, które zawsze mnie przerażało — łapie mnie przeziębienie.
Nie tak jak kiedyś, że rozkładało mnie na maksa,
ale czułem wyraźnie, że organizm jest osłabiony.
Najtrudniejsza decyzja
Wiedziałem, że mam wolną sobotę i niedzielę, więc odpocznę przed poniedziałkiem, kiedy miałem rozpocząć szkolenie barmańskie.
Leżałem i odpoczywałem z nadzieją, że będzie lepiej, jednak w niedzielę było gorzej.
Wiedziałem, że będę musiał podjąć decyzję, której nie znoszę —odwołać szkolenie.
Kiedyś wielokrotnie prowadziłem szkolenia na lekach przeciwbólowych.
Nie potrafiłem odpuścić.
Zawsze chciałem dać z siebie wszystko i nikogo nie zawieść.
Tym razem było inaczej.
Odpuszczenie, z którego jestem dumny
Wiedziałem, że przede mną jeszcze tydzień intensywnych działań przed świętami i trzy pokazy barmańskie, które musiałem wykonać.
Podjąłem decyzję, że odpuszczam.
Poczułem ulgę.
Moja żona szczerze mi pogratulowała — bo to była w 100% moja decyzja.
W poniedziałek, gdy wstałem, wiedziałem, że zrobiłem dobrze.
Czułem się jeszcze gorzej i byłem wdzięczny sobie za to, jaką decyzję podjąłem dzień wcześniej.
Konsultacje z uczestnikami Biznesowej Akademii Barmana przełożyłem na nowy rok.
Zrealizowałem pokazy i eventy przed świętami.
I na koniec… padłem.
Po raz kolejny.
Odpoczynek, który był prawdziwym odpoczynkiem
Moje baterie całkowicie się wyczerpały.
Patrząc w kalendarz cieszyłem się, że w święta naprawdę odpocznę.
Postanowiłem odciąć się maksymalnie od pracy, projektów i social mediów.
Zero telefonu przez kilka dni i komputera.
Wcześniej popełniałem duży błąd — „odpoczywałem”, ale:
- nadrabiałem treści,
- planowałem nowe działania,
- wymyślałem strategie na kolejny rok.
Tym razem zrobiłem coś innego bardzo świadomie.
Odciąłem się od wszystkiego.
Postawiłem na 100% odpoczynku.
Cisza, sen i powrót energii
Przez tydzień czułem się jak zombie.
Energia była na bardzo niskim poziomie.
Obserwowałem siebie i poświęcałem czas na… nicnierobienie.
Spałem wtedy, kiedy organizm tego potrzebował.
Dopiero w Wigilię poczułem się trochę lepiej.
W pierwszy dzień świąt poszedłem pobiegać.
Radość, że organizm wraca do normy, była niesamowita.
Lęki, które pojawiają się w spokoju
Przedłużyłem detoks od telefonu i social mediów do końca roku.
Bez nadrabiania.
Nigdy od momentu otwarcia firmy nie odpoczywałem tak długo i tak intensywnie.
Choć ciało wróciło do normy, w głowie zaczęły pojawiać się stare lęki:
- A co jeśli się rozleniwie?
- A co jeśli nie będę wiedział, co dalej?
- A co jeśli coś stracę?
Po raz kolejny zrobiłem coś nowego.
Pozwoliłem sobie to poczuć.
Przeżywanie zamiast ucieczki
Nie było to wygodne ani komfortowe.
Wcześniej uciekałem w social media, rozwój, słodycze.
Tym razem — będąc wypoczętym i odciętym od bodźców — świadomie przeżywałem te emocje.
Pomagało mi pisanie dziennika.
Wyrzucanie myśli z siebie.
Wrzucałem też moje przemyślenia w ChatGPT, prosząc o szybkie wnioski.
To odbijanie myśli od sztucznej inteligencji okazało się bardzo pomocne.
Każdego dnia było coraz lepiej.
Czułem, że to stan przejściowy.
Co zrozumiałem w tej ciszy?
Końcówka roku była emocjonalną huśtawką.
Fizycznie czułem się dobrze, mentalnie bywało różnie.
1 stycznia wstałem spokojny.
Uświadomiłem sobie, jak wiele energii straciłem w poprzednim roku.
Choć wydarzyło się mnóstwo dobrych rzeczy, końcówka pokazała mi jasno:
projekty, w które się angażuję, kosztują mnie ogrom energii.
Dlatego tym razem, padając po raz kolejny, postanowiłem naprawdę odpocząć.
Decyzja na nowy etap
Zatrzymałem się pierwszy raz tak na poważnie odkąd prowadzę firmę.
Zrozumiałem jedno:
nie muszę już działać z taką presją jak wcześniej.
Chcę dbać o swoją energię.
Chcę podejmować się działań, które mnie ekscytują.
Kocham swoją pracę — i to jest piękne, ale też niebezpieczne.
Bo bardzo trudno się wyłączyć i przestać myśleć o pracy.
Po 11 latach prowadzenia biznesu wiem, że czas coś zmienić.
Rok 2026 — mniej, ale świadomie
Ten rok chcę poświęcić na:
- domykanie rozpoczętych tematów, (sprawdziłem, że w poprzednim roku rozpocząłem czytać ponad 10 książek i przeskakiwałem z tematów na temat! SZOK)
- skupienie się na tym, co daje największą frajdę,
- dbanie o energię i porządek w ciągu dnia.
Mam na to wiedzę i narzędzia.
Przez 11 lat stworzyłem wiele dobrych projektów, nawyków i nie mam problemu z dyscypliną.
Jedyne wyzwanie to mówienie grzecznie “nie dziękuję” gdy wiem, że w kalendarzu już nie mam przestrzeni czasowej na nowe.
To świadoma decyzja.
I jestem z niej dumny.
Misja się nie zmieniła
W pewnym momencie ciszy pojawiła się myśl, czy moja misja życiowa się zmieniła?
Dziś wiem, że wszystko jest z nią w porządku.
Nadal kocham dzielić się swoim doświadczeniem i czuję ekscytację, że ten tekst idzie w świat.
Kiedyś zastanawiałbym się, czy publikować.
Dziś czuję dumę.
Na zakończenie
Rozpoczynam rok 2026 — z mniejszą liczbą działań i większą świadomością priorytetów.
Tobie życzę również Wszystkiego dobrego w nowym roku.
I pamiętaj — dbaj o swoją energię.
PS. Nadal będę dzielić się swoim doświadczeniem. Także możesz spodziewać się wartościowych treści.
Z barmańskimi pozdrowieniami
Dariusz Owczarek
Barman / Przedsiębiorca / Człowiek, który dba o swój spokój i energię 🙂



